Nowe przemyślenia… [ostateczna wersja poglądu?]
Po miesięcu milczenia na blogu prezentuję swoją przemyślaną wizję… mój pogląd w zakresie ludzkiej egzystencji na tym padole…
Nie odkładaj nic na jutro, jutra może nie być… ALE skoro tak, nic mi z tego, że zrobię coś dziś, jeżeli jutra nie ma. Nie będzie mnie, ani tej rzeczy którą zrobiłem… Nie będę tego żałować, bo mnie nie będzie, żałuję teraz bo żyje… później nie będę żył, a więc nie będę mógł żałować. Jednak, jeżeli patrzeć od strony człowieka wierzącego… jest życie wieczne, więc tam możemy żałować, ale jakie to życie wieczne /raj/, gdzie będą nas gnębić negatywne uczucia, a to, że nie zrobiliśmy czegoś dla nas ważnego, nie musi ważyć o tym, że pójdziemy do tego.. jak mu tam.. PIEKŁA.
Po co robimy to co robimy [żyjemy]? tylko i wyłącznie, aby ewentualnie się zakwalifikować do ‘nieba/raju/edenu’ [oczywiście z punktu widzenia osoby wierzącej]? Ja myślę, że jesteśmy po prostu zwierzętami, które jest w jakimś stopniu rozwinięte i jest W TEJ CHWILI najwyżej w całej piramidzie królestw zwierząt. Może to się zmienić, przez naszą własną głupotę [patrz wojny itp]. Jesteśmy zwierzętami, które są biologiczne. Rodzą się i umierają, od zawsze. Nie rozumieją świata, rozwijają się, więc tworzą różne teorie aby go pojąć, albo zaakceptować. Nie szukamy prawdy, żyjemy obłudą. Jedna z tych teorii się przyjęła i mamy w efekcie boga. Możliwe że kiedyś człowiek odkryje ‘jak to było’, wtedy rzeczywiście coś osiągnie. No, pod warunkiem, że sam się nie zniszczy do tego czasu. To wszystko co widzimy i co sobie myślimy, to po prostu chemia, jeżeli wchodzimy w jakiś rzekomy stan śmierci, ale później ‘wracamy’ i opowiadamy, że widzieliśmy raj… to wydaje mi się, że znów działają jakieś czynniki biologiczne, działa ‘coś’ w człowieku czego jeszcze po prostu nie poznaliśmy, może niedotlenienie mózgu po prostu… słaby jestem z biologii, ale takie jest moje wyobrażenie.
Podsumowując. Jest człowiek, z natury rodzi się i umiera. Później nic nie ma, może sobie wyobrażać, wierzyć w co chce, ale on umrze i nic po nim nie zostanie, prócz tego co zrobił na ziemi, ale z sąbą nic nie weźmie, bo nigdzie nie idzie… do piachu ewentualnie. Lecz i tak się rozłoży po czasie. Może i okrutna jest moja wizja, ale tak to widzę.
Przy tej okazji POLECAM film pt. “Linia życia” z Kieferem Sutherlandem oraz Julią Roberts. Daje do myślenia. Jeden z moich ulubionych filmów.
Tags: linia życia, nowe przemyślenia, padół, sens życia
You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.
luty 28, 2008 at 10:36 pm
“Nie odkładaj nic na jutro, jutra może nie być… ALE skoro tak, nic mi z tego, że zrobię coś dziś, jeżeli jutra nie ma.” To zależy czym jest to coś…ok, jutra nie będzie i nie będzie tej rzeczy, ale jeśli odłożysz pewne sprawy, to możesz stracić szansę przeżycia czegoś wartościowego, nawet jeśli miałoby trwać to tylko kilka godzin. Poza tym nigdy nie wiesz czy będzie to jutro, czy nie. Jeśli się okaże, że otworzysz oczy następnego dnia, to możesz zawsze mieć satysfakcję, że “to coś” masz już za sobą. Różnie można do tego podchodzić. Poza tym myślę, że żyje się tu i teraz, dlatego warto korzystać z każdej chwili i nie myśleć, o kolejnym dniu.
“Nie szukamy prawdy” to dośc ogólnikowe stwierdzenie. Myślę, że nie można tutaj wrzucić wszystkich ludzi do jednego worka, bo ilu z nas przecież szuka tej prawdy. Myślę, że każdy w mniejszym lub większym stopniu, tylko poprostu nie zdajemy sobie z tego sprawy. Każdego człowieka nękają czasami myśli dotyczące sensu egzystencji, cierpienia, życia po śmierci. Każdy rozważa to na swój sposób, tylko że jedni próbują jakoś to poukładać i drążą temat, a inni nie.
” Jedna z tych teorii się przyjęła i mamy w efekcie boga.” Nie wiesz przecież jaka jest prawda. Rozumiem, że jedni wierzą, a inni nie, ale nie można jednoznacznie odrzucić istnienia boga. Nie znaleziono jak na razie rzeczowych dowodów na jego istnienie, ale także na jego nieistnienie, więc trzeba rozważać wszystkie możliwości.
luty 28, 2008 at 11:17 pm
Właśnie o to chodzi, że jeżeli nie ma jutra, to stanie się to nie ważne, czy zrobiłaś, czy nie tą pewną rzecz. Jednak patrząc od strony, gdyby był następny dzień, to oczywiście, jak najbardziej warto zrobić to ‘coś’. Nie twierdzę, że nie. Patrzmy jednak na tę sprawę tak, że może nie być jutro. Nie zrobisz tego i… nic. Bo nic nie ma. Trzeba żyć tu i teraz, owszem, ale też warto mieć jakiś plan i cele na najbliższy czas. Nie można się całkiem ograniczyć do dzisiejszego dnia.
““Nie szukamy prawdy” to dośc ogólnikowe stwierdzenie. Myślę, że nie można tutaj wrzucić wszystkich ludzi do jednego worka, bo ilu z nas przecież szuka tej prawdy. [...]” - Tak, prawda, nie wziąłem tego pod uwagę w swojej wypowiedzi wyżej, nie oznacza to jednak, że tego nie wiem. Chodzi mi o to, że wiara jest takim tworem, że odrzuca naukę, jeżeli ktoś szuka prawdy, szuka dowodów na istnienie boga, to jest niewierny. Wątpi. Grzeszy. Wiara wyklucza naukę, ale jest jednocześnie jej uzupełnieniem. Nie mówię, że nie ma osób które nie szukają odpowiedzi, jednak te osoby z reguły nie są wierzące. Nie wybrali tej teorii. Tworzą swoją. Jak ja.
“ale nie można jednoznacznie odrzucić istnienia boga. ” - Nie? Przyjąć można, a odrzucić nie? Gdzie wolna wola? Ktoś wierzy, że Bóg jest, przyjmuje teorię taką jaka jest i poddaje się jej. Ja wierzę w co innego, mam swój pogląd. Tak jak ktoś wierzy w Jahwe, albo wierzy, że telewizor jest bogiem, to ja wierzę, że Boga nie ma, że po prostu my nie wiemy jak przyroda ‘to’ zrobiła i że jest świat i my na nim. Tutaj właśnie wiara dopełnia niewiedzę. Nie twierdzę, że wiara jest zła, nic w tym stylu…
luty 29, 2008 at 3:25 pm
“Właśnie o to chodzi, że jeżeli nie ma jutra, to stanie się to nie ważne, czy zrobiłaś, czy nie tą pewną rzecz.” Dla mnie wręcz przeciwnie. Oczywiście zgodzę się, że nie będzie to ważne jutro, czy za miesiąc, bo już nie będzie nas, ale w danej chwili może być istotne. Ja uważam, ża nawet dla tej jednej chwili warto coś zrobić dziś. Mieć satysfakcję choć przez moment.
” Trzeba żyć tu i teraz, owszem, ale też warto mieć jakiś plan i cele na najbliższy czas. Nie można się całkiem ograniczyć do dzisiejszego dnia.” Z tym się też oczywiście zgodzę. Ważnych życiowych decyzji nie powinno się podejmować pod wpływem impulsu, bo czasem lepiej się dłużej zastanowić, ale przecież nie zawsze się tak da. Nie można wszystkiego przewidzieć co się stanie. Gdyby człowiek zamartwiał się i rozmyślał nad tym co będzie robił za 5 min, godzin, tygodni, to popadłby chyba w obłęd. Czasem chwile nieoczekiwane, które stanowią dla nas niespodziankę, są piękniejsze od tych najlepiej zaplanowanych. Dla nich warto czasem sobie odpuścić i porzucić choć na moment swoje uporządkowane życie.
“(…)szuka dowodów na istnienie boga, to jest niewierny.” Niekoniecznie. Kogoś kto szuka i jeszcze nie znalazł swojej drogi nie można od razu nazwać niewiernym. Takie jest moje zdanie.
““ale nie można jednoznacznie odrzucić istnienia boga. ” - Nie? Przyjąć można, a odrzucić nie?” Masz rację. Za bardzo odniosłam to sformuowanie do własnej osoby. To, że ja nie umiem czegoś od razu odrzucić, albo przyjąć bez znalezienia argumentów na ten temat, to nie znaczy, że wszyscy tak mają, i że nie można inaczej.
luty 29, 2008 at 3:35 pm
“[...] ale w danej chwili może być istotne.” - właśnie. W danej chwili, oczywiście, teraz zrobię coś, jest fajnie, ale jak umrę to już nie będę o tym wszystkim co robiłem nawet pamiętał. Masz racje, że dla danej chwili warto. Żyjemy, więc róbmy to jak najlepiej.
Co do tej rzekomej niewierności bogu… hm hm hm… no jest to dość sporne, jak ja na to patrze, to powinno być tak jak mówisz, prawda, ale czy jest? Niestety jak bywam na mszach, to słyszę od księdza, że jak szukam dowodów na istnienie Boga, to grzeszę, a nie żałuję tego, czyli popełniam wielki błąd, bo sam grzech nie jest niczym strasznym - autentyczna wypowiedź księdza - “straszną rzeczą jest TRWANIE W GRZECHU, wręcz NIEWYBACZALNĄ”. Więc jak szukam dalej, albo nie zgadzam się z pewnymi aspektami wiary, z pewnymi dogmatami to jestem niewierny. No może nawet nie chodzi o dogmaty wiary… ale proste przyziemne rzeczy.
luty 29, 2008 at 3:45 pm
Ile osób, tyle zdań. Ja spotkałam się z różnymi opiniami księży na ten temat i przyznam, że bardziej wiarygodna wydaje mi się wersja, iż szukanie nie jest niczym złym. Chyba lepiej jest czegoś szukać i mieć nadzieję, ze to odnajdziemy niż od razu to porzucić. Myślę, że ta druga postawa jest większym grzechem jeśli już o nim mowa.
Poza tym nie jest powiedziane, że księża są nieomylni. Czasem bardziej mylą się od nas, a ich podejście do niektórych spraw myślę, że wynika z tego iż tkwią w starych dogmatach i tradycjach. Świat się zmienia, a duchowni chyba chcieliby, żeby kościół nadal był taki sam. Nie wiem czy to jest możliwe, ale to już trochę odbieganie od głównego tematu.
Bądź co bądź uważam, że każdy powinien żyć w zgodzie ze swoim sumieniem i to jest jedna z najważniejszych rzeczy. Nie jest powiedziane, że musimy sugerować się zdaniem kościoła, czy innych instytucji. Każdy wybiera swoją drogę i jeśli jest konsekwentny, to aspekt wiary nie jest aż tak ważny. Jeden wierzy, a inny nie.
luty 29, 2008 at 3:53 pm
“Bądź co bądź uważam, że każdy powinien żyć w zgodzie ze swoim sumieniem i to jest jedna z najważniejszych rzeczy. Nie jest powiedziane, że musimy sugerować się zdaniem kościoła, czy innych instytucji. Każdy wybiera swoją drogę i jeśli jest konsekwentny, to aspekt wiary nie jest aż tak ważny. Jeden wierzy, a inny nie.”
O, to bardzo dobre podsumowanie. Tak jak właśnie ja robię i chę dalej robić. Mam swoje zasady, trzymam się ich, działam zgodnie z moim sumieniem i robię to co uważam za dobre.
Dodam, że sam Jan Paweł II pisał, że nie może istnieć prawo [kodeks] bez praw/zasad naturalnych [patrz sumienie], czyli takich jak - rzekomo - dał nam Bóg. Więc ja działam zgodnie z prawem, zgodnie ze swoim sumieniem, nie z tym co mówi kościół, a czy to ważne jaką drogą dążę do celu jakim jest czynienie dobra? Jedni wyznają Boga w trzech osobach inni Allacha, a ja zgodnie ze swoimi zasadami dążę to tego samego. Do dobra ogólnego. Mam tylko inną wizję tego co nastąpi po naszym życiu doczesnym. Mam własne zdanie. Skoro Bóg nam dał wolną wolę, niech liczy się z tym, że wybiorę to co uważam za prawidłowe.
luty 29, 2008 at 11:20 pm
hmm.. A i owszem zgadzam się.. wydaje mi się, że po śmierci nie ma już niczego.. Ludzkość wymyśliła “Boga” ponieważ łatwiej się, żyje i rozumie świat wierząc w coś..
ja osobiście, jestem osobą nie wierząca.. wierze w naukę i wszystko co da się wytłumaczyć. Jestem w pełni przygotowana na “pójście w piach”. No bo co, rodzimy się, żyjemy, zdobywamy pokarm, rozmnażamy się.. powiększamy populacje ii umieramy.. jak wszystkie zwierzęta.. “Jesteśmy zwierzętami, które są biologiczne. Rodzą się i umierają, od zawsze. Nie rozumieją świata, rozwijają się, więc tworzą różne teorie aby go pojąć, albo zaakceptować.” jesteśmy po prostu bardziej rozwiniętym gatunkiem.. raj.. hmm.. perspektywa ciekawa.. dostać się mogą dobrzy ludzie.. wiara, religia, bóg to pewne normy wychowania i odpowiedniego zachowania.. w starożytności bogowie byli po to aby utrzymać lud we władzy, poddani faraona bali sie swoich bogów.. byli dobrzy a osoby duchowe to wykorzystywały.. hmm.. to wszystko wzięło się ze starożytności.. uh.. ok ale jak ktoś wierzy to jego sprawa, każdy ma wolą wole..